Rozdział I Część II

  • O niebiosa, ale z ciebie nudziara! Co niby mogą nam zrobić? Ludziom z predyspozycjami do dzierżenia władzy? - teatralnie przewróciła oczami.
         To prawda, Cracovia była nudziarą, ale teraz obelga ukłuła ją szczególnie. Przez myśl przemknęły jej wszystkie przygody, które ominęły ją, bo bała się konsekwencji. Raz kozie śmierć, pomyślała.
         Wzruszyła ramionami i kiwnęła głową.
  • Musimy opracować naprawdę dobry plan, inaczej nigdzie się nie wybieram.
  • Ślicznie! - wykrzyknęła Canada – będziesz wyglądać w niej zachwycająco, przyrzekam!
* * *

         Tego dnia godziny mijały zdecydowanie zbyt szybko, a wraz z ich upływem, w ciele Cracovii narastał poziom stresu. Zaraz po lekcjach udała się do pokoju. Próbowała czymś się zająć, więc wzięła pierwszą lepszą książkę, którą znalazła na półce, jednak, kiedy przeczytawszy dziesięć stron, zorientowała się, że nie ma pojęcia o tym, co czyta i ani jeden fakt nie utkwił jej w głowie, odłożyła ją z powrotem i opadła na łóżko. Jako, że wściekle pomarańczowe słońce powoli chowało się za widnokręgiem, pokrywając ciemnoniebieskie niebo różowawą warstwą słabego blasku, dziewczyna postanowiła położyć się spać, aby wcześnie rano zajrzeć do przyjaciółki i dokładnie omówić plan.
           Zmęczenie wygrało bitwę ze stresem i Via szybko pogrążyła się we śnie. Jednak nie na długo, obudziła się ponad godzinę wcześniej niż zamierzała, pomimo wyczerpania i usilnych starań, jej serce biło z szybkością wyścigówki, nie pozwalając zasnąć. Zwlekła swoje wymizerniałe ciało z łóżka i poczłapała do łazienki. Lustro okazało się jej nieprzyjacielem, ukazując przekrwione białka, półprzymknięte powieki i wielkie cienie pod oczyma. Ochlapała twarz zimną wodą, próbując odpędzić resztki snu, a następnie kilkukrotnie powtórzyła sobie w duchu, że jest rześka i pełna energii. Zawsze wierzyła w autosugestię. Tym razem nie podziałało.
           Usiadłszy się na szarej, obitej atłasem kanapie, próbowała przypomnieć sobie, jak znalazła się w pokoju Canady.
  • Słuchasz mnie Via? To ważne, od tego zależy powodzenie naszej misji! - skarciła brunetkę.
  • Przepraszam – rzuciła skruszona, ukradkowo zerkając na zegar – jest bardzo wcześnie. Mów, proszę.
  • Jeśli chodzi o budynek mieszkalny, strażnicy stoją tylko przy wejściach, ale okna i drzwi balkonowe zabezpieczone są alarmem, musimy więc przedostać się do EUI piwnicznymi korytarzami. Drobna uwaga: powinnyśmy uważać na tunele łączące EUI z parlamentem, bo tam aż roi się od funkcjonariuszy. Mam mapę. – z satysfakcją machnęła zwiniętym w rulon kawałkiem papieru – Zrobiłam ją dzisiaj w czasie wolnym. Swoją drogą, ja się napracowałam a ty leniuchowałaś, więc wisisz mi porządną kawę z podwójną bitą śmietaną – dodała z wyrzutem.
           Via skinęła głową.
  • Oczywiście.
  • Kiedy dotrzemy już do EUI, musimy prześliznąć się na pierwsze piętro, do klasy pani Stevens, zostawiłam tam otwarte okienko. - widząc otwierające się usta brunetki, powstrzymała ją machnięciem ręki – kraty są poluzowane, więc z łatwością je odsuniemy. Nie wiem jeszcze, czy uda nam się przecisnąć, ale z tego co zauważyłam, nie jadłaś dziś obiadu, a ja zrezygnowałam z kolacji. W szafce, w której belferka trzyma miliardy zdjęć tego swojego ohydnego psa, wiesz, Charles'a...
  • Carla – wtrąciła Via.
  • Nieistotne. W każdym razie, tam właśnie schowałam linę.
  • Skąd, do cholery, wzięłaś linę?! - wybałuszyła oczy ze zdziwienia.
  • Po pierwsze: ciszej, po drugie: damy nie przeklinają, po trzecie: kocha się we mnie jeden chłopak z drużyny wspinaczkowej. Jest młodszy, nieśmiały, a na moje pytanie odpowiedział żałosnym stęknięciem. Głos uwiązł mu w gardle, mówię ci, gdybyś to...
  • Nie mamy czasu! - upomniała ją Cracovia
  • Och, chodzi o to, że nie zadawał pytań. Oto cały plan. Na zewnątrz będziemy bardzo ostrożne. Podczas zmiany warty, na te całe dwie minuty, strażnicy skupiają się w jednym miejscu i zaprzestają obchodów, to nasza szansa. Co myślisz?
  • Boję się ciebie. Zawsze wiedziałam, że jesteś sprytna, ale teraz przeszłaś samą siebie.
            Blondynka upięła włosy w wysoki kucyk i cichutko otworzyła drzwi, gestem dłoni przywołując Cracovię. Na palcach zeszły na parter i znalazłszy się tuż przy drzwiach prowadzących do piwnicy, przekręciły staromodną, posrebrzaną gałkę i otworzyły je ze skrzypnięciem, które, pośród kompletnej ciszy, zdało im się hałaśliwe niczym start rakiety kosmicznej.             Wstrzymały oddech, rozglądając się nerwowo. Usłyszały czyjeś zbliżające się kroki. Via przełknęła głośno ślinę, a Canada wpiła paznokcie w udo. Uderzenia gorąca stały się nieznośne dla obu dziewczyn, poczerwieniały na twarzy, przez moment stojąc w bezruchu.
             Po chwili kroki ucichły. Via odetchnęła z ulgą i wśliznęła się do zimnego, wilgotnego tunelu, który trochę przypominał jej katakumby. Nigdy nie zgłębiała tych tajemnych , podziemnych przejść, które bywały używane przez uczniów w razie niepogody. W dodatki panujące tu egipskie ciemności nie dodawały jej otuchy. Wzdrygnęła się, wyobraziwszy sobie ogromne szczury, pełznące między jej stopami, ocierające się o łydki, obserwujące ją bacznie swoimi maleńkimi, czerwonymi oczkami.
             Postawiwszy stopę na drewnianym parkiecie EUI, poczuła wyraźną ulgę. Przemknąwszy niezauważenie przez parter, wspięła się na piętro. Przed klasą pani Stevens rozejrzała się dokładnie, po strażnikach nie było ani śladu. Cóż, nikt nigdy nie próbował włamać się do tego budynku, toteż oprócz kilku młodych zapaleńców, wartownicy nie podchodzili nazbyt gorliwie do nocnych patroli.
             Canada nacisnęła chromowaną klamkę sali numer „303”, ale drzwi ani drgnęły.
  • Cholera! - zaklęła pod nosem.
  • Zapomniałaś o kluczu?
Skinęła głową, wypięła wsuwkę ze starannie ułożonej fryzury Vii i wsunęła ją do zamka.
  • Fortuno dopomóż!
Minęło sporo czasu, w wyobraźni dziewczyn – cała wieczność, nim usłyszały trzask zamka, który na nowo rozpalił w nich przygaszoną już nadzieję na sukces.
  • Jak? - w oczach Cracovii błysnął podziw.
  • Pamiętasz, mówiłaś mi, że oglądanie starych filmów to strata czasu? Kłamałaś. - z iście szelmowskim uśmiechem nacisnęła klamkę a drzwi ustąpiły.
             Cracovia podbiegła do wielkiej, dębowej szafy, z której wysunęła szufladę i, pod ogromnym stosem zdjęć pupila Jamajki, odnalazła grubą linę, zakończoną srebrną klamrą. Przywiązała ją do nogi ławy i pociągnęła mocno, sprawdzając jej wytrzymałość. Stolik zaszurał cicho, przesuwając się o kilka centymetrów po drewnianej podłodze. Dziewczyna wypuściła powietrze z sykiem. Canada zgromiła ją gniewnym wzrokiem i stając na krześle, wyciągnęła poluzowane kraty, które potem położyła na ławie, żeby zwiększyć jej ciężar.
  • Która schodzi pierwsza?
  • Twój plan, ty zaczynasz.
             Ponownie stając na krześle, otworzyła okno, przez które przedostało się zimne powietrze. Pomimo ciepłej bluzy i adrenaliny w żyłach, dreszcz przeszedł jej po plecach. Przypięła klamrę do paska w spodniach, przecisnęła głowę i ramiona, cały czas zaciskając ręce na sznurze. Kiedy prawie cała była już na zewnątrz, odepchnęła się nogami i rozpoczęła swój niełatwy, pionowy spacer. Szczeliny między niektórymi kamieniami ułatwiały jej stawianie stóp. Może półtorej metra nad ziemią obejrzała się za siebie, odpięła klamrę i skoczyła na miękką ziemię, która zagłuszyła i zamortyzowała upadek.             Pobiegła wgłąb parku, żeby schować się za jednym z drzew i stamtąd obserwować przyjaciółkę.
            Cracovii szło zdecydowanie gorzej. Z trudem wygramoliła się przez maleńki otwór, parę razy pośliznęła się, źle stawiając stopę, a ręce paliły ją żywym ogniem. Jednak i jej udało się uniknąć śmierci. Zasapana doczłapała się do blondynki i przykucnęła, z trudem łapiąc powietrze.
  • O niebiosa! Najgorsze za nami. Nie wracamy tą samą drogą, prawda? - zapytała drżącym głosem.
             Ale blondynka jej nie słuchała. Stała przez chwilę, wpatrując się w jeden punkt, a potem uderzyła się otwartą dłonią w czoło.
  • Idiotki!
  • Co? - zmarszczyła brwi.
  • Myślisz, że strażnicy nie zauważą czarnego sznura, zwisającego z okna? - spytała ironicznie.
  • Idiotki – zawtórowała Via.
              Nie było jednak ani czasu ani możliwości, żeby jakoś naprawić to niedopatrzenie. Pozostawało jedynie liczyć na nieuwagę patrolu.
             Sprawdziły godzinę, odczekały chwilę, a kiedy wybiła dokładnie czwarta piętnaście,przecięły plac i dotruchtały do ścieżki, która biegła wzdłuż Parlamentu, skręcała przed parkingiem i chowała się pod rozłożystymi dębami.
             Czarne jak smoła niebo wydawało się być bezdenną przepaścią, która w każdej chwili mogła pochłonąć jakąś biedną, zagubioną duszyczkę, a srebrny blask księżyca ledwo co przebijał się przez ogrom jesiennych liści. Canada szła pierwsza, dumnie wyprostowana, właściwie nie czuła strachu, tylko ekscytację. Za nią, skulona i zziębnięta Cracovia sunęła wytrwale, rozcierając ramiona lodowatymi palcami.
  • Słyszałaś? - zatrzymała się, nasłuchując uważniej – ten dźwięk, jakby... jakby ktoś nadepnął na suchą gałąź. Can! Mówię do ciebie, zatrzymaj się!
  • Cicho! Znajdą nas przez ciebie- zganiła ją przyjaciółka – Kto przy zdrowych zmysłach wyszedłby sobie na nocny spacer do zagajnika?
            My? Pragnęła dodać, ale uznawszy iż Canada sama trochę się boi, wolała pozostawić tę myśl dla siebie. Na razie. Faktycznie, krótki cichy dźwięk mógł być wytworem jej niesfornej wyobraźni i nie była pewna w stu procentach jego istnienia.
            Zagłębiały się las coraz bardziej, a im dłużej szły, tym ciemniej robiło się wokół, choć Via myślała, że już dawno miejsce to osiągnęło apogeum mroku. Nie widziała swoich dłoni, a blondynka stanowiła teraz dla niej długi cień, mknący z dużą prędkością.
            Przez moment dominował szelest wiatru buszującego wśród drzew, lecz chwilę potem znowu do uszu Vii dobiegł niepokojący trzask. Zdusiła w sobie jęk, nie chciała wyjść na tchórza, ale nie miała ochoty zginąć w obronie odwagi. Z czystym sercem mogła przyznać, że nie były to zwykle figle, które płatał jej słuch.
            Gałęzie pięły się wysoko, przypominając jej szpony gigantycznego potwora, czyhającego w ukryciu, by rzucić jej się do gardła, a gra cieni złudnie przekonywała o złu czającym się za każdym rokiem. Niespodziewanie stanęła jak wryta, bezradnie wpatrując się w Canadę Dróżka urywała się kilka metrów przed nimi.
  • O niebiosa! Pomyliłam trasy!
           Via nie widziała jej twarzy, ale ton podpowiadał, że jest na siebie wściekła.
  • Spokojnie, zawsze możemy zawrócić.
            Przez chwilę obie milczały, zastanawiając się, co zrobić. Czyjś szept przebił ciszę, lecz nie należał ani do Canady ani do Cracovii.
  • Strażnicy?! - rzekła z przerażeniem blondynka.
             Oniemiała Via tylko stała, wytężając zmysły do granic możliwości.
             Trzask.
  • Są coraz bliżej.
             Szelest.
  • Uciekamy?
            Blask latarki dobiegający z odległości kilkunastu metrów.
  • Nie mamy gdzie. To koniec.
            Wyraźnie słyszalne kroki.
  • Boże, Via, choć tu! Może w tych krzakach...
           Białe światło tańczące wśród korzeni.
  • To koniec, Can. To koniec...


3 komentarze:

  1. Pozostaje tylko zapytać: kiedy kolejny rozdział? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział, aż jestem na siebie zła, ze czytam go dopiero teraz jak tos ię stało, ze go przegapiłam? grrrrr :/
    Praktycznie od samego początku trzymasz w napięciu, a końcówka jest po prostu rewelacyjna, zastanawiam się co teraz będzie. Wydawało sie, że mają idealny plan, że nic nie może pójść źle, cóż... a jednak. Znaleźli ich strażnicy, czy zdołały się ukryć? Pozostaje mi jedynie czekać na kolejny rozdział.
    http://nim-ci-zaufam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam opowieści o świecie po apokalipsie. A tym chyba była ta wojna, która zmieniła ich świat.
    Prolog mnie niesamowicie wciągnął, więc od razu pochłonęłam te dwie części rozdziału pierwszego:) Via i Can zdobyły moją sympatię. Obie niby takie ułożone, grzeczne, ale gdy przyjdzie, co do czego...No cóż, polubiłam je:)
    Ten rozdział,pod którym piszę przyciągnął jednak moją największą uwagę:) Trzymałaś nas w napięciu i skończyłaś go w takim momencie, że gdybym wiedziała, gdzie mieszkasz, to bym do ciebie przyszła z ostrą reprymendą:)
    Niestety muszę się zadowolić czekaniem na kolejny rozdział:)
    Pozdrawiam!

    [spisane-serca.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń